• Po kilku mroźnych i bezwietrznych dniach, dziś zrobiło się małe okienko pogodowe. Pojawiła się szansa na polatanie dlatego podjąłem niezbędne działania, aby dzień nie został zmarnowany.

Sms do Piotrka jedziemy polatać ?? Wiatr ma wiać od 5 do 7 m/s z zachodu. Długo nie było trzeba czekać na odpowiedź, jasne jedziemy chcę oblatać Jedi. Chwilkę po 15 Piotr był już na miejscu, ja dojeżdżam chwilkę później. Po drodze dostaje telefon z hałdy, ktoś wiatr nam przykręcił, wieje 2 do 4 m/s standardowo na kominy, mówię Piotr, czekaj, już jestem na miejscu, tylko muszę się wdrapać na górę.

Faktycznie wychodząc, na górę jakiegoś szału z wiatrem nie ma, no ale cóż jak już jesteśmy, to spróbujmy coś polatać. Latamy na dolnej półce. Pierwszy leci Piotr po dwóch zakrętach widać, że na tych 3 metrach da się lecieć, ale szału nie ma. Kilka zakrętów i Piotr ląduje, bo Jedi lata mu na ogonie, trzeba dorzucić coś do dzioba. Czas na mnie, wiatr się troszkę ruszył, to rzucam Fryca, zakręt w prawo, zakręt w lewo i widzę, że Fryc po prostu tonie. Myślę, sobie co jest, grane przecież nie grzebałem w ustawieniach to, co jest do cholery ?? Ląduje w połowie hałdy. Drugie podejście i znów totalna studnia i emergency landing. Na szczęście znów się upiekło. Hmmm myślę, co jest  ?? I zapala się kontrolka, mówię, do Piotra, rzuć trawę w górę (ktoś nam zakosił nasze wskaźniki to
trzeba sobie jakoś radzić ), Piotr rzuca a trawa w poprzek zbocza no i wszystko jasne, wiatr zmienił kierunek na północny zachód.

Mówię, do Piotrka, zwijamy tobołki i idziemy na górę na drugą stronę latać. Na górze warunki o wiele lepsze niż na dole a wiatr przybrał troszkę na sile. Rzucamy znów Jedi, od razu widać, że model leci, Piotr po kilku minutach latania stwierdza, że widać różnicę miedzy Toxikiem a Jedi, ale coś mu nie pasuje w zakrętach, tak jak by różnicowość była za mała. Przymiarka do lądowania i jak to Piotr odlatuje za daleko za plecy i ma problem z doleceniem z powrotem do nas 🙁 mówię, do Piotrka nie stawiaj modelu, bo nie dolecisz i uważaj na staw !! No ale Piotrek jak to Piotrek po swojemu chyba chciał nauczyć Jedi pływać, bo tak zatrzymał model, że ja już go widziałem w stawie. Od razu przypomniał, mi się mój wybryk w sylwestra jak z Rafałem latałem, i też chciałem Fryca utopić. Jedi zniknął, za chaszczami słyszę, same !@#$$% myślę sobie pięknie, któryś z nas ma kąpiel do zaliczenia, ale podchodząc, do stawu widzimy, że z kąpieli nici. Piotrek wymierzył i usiadł pół metra przed wodą.

Nawet dobrze, że tak się to skończyło, po tym małym incydencie coś się Piotrkowi z odbiornikiem stało i na dziś odmówił posłuszeństwa 🙁 nie chciał się już zbindować. Ja polatałem, jeszcze trochę Frycem coś tam poregulowałem, no i co najważniejsze pomalutku się z nim zaprzyjaźniam. Także dzień udany z atrakcjami no i w końcu coś polatane. Następny wypad szykuję się w poniedziałek, mam nadzieje, że w większym gronie.

Pozdrawiam

Marcin

Jakiś filmik na kanale Youtube

Dodaj komentarz